Tor wyścigowy Hungaroring

Przygoda na Hungaroring!

Cieszyłem się jak dziecko, które dostało nowy zestaw klocków LEGO.

PRZYGODA NA HUNGARORING!

To był jeden z moich priorytetów podczas pobytu w Budapeszcie, odwiedzić Hungaroring. Udało się pod sam koniec mojej przygody w stolicy Węgier. Ale czemu właśnie teraz, a nie wcześniej? Otóż 27-28 czerwca to dzień specjalny na torze wyścigowym Hungaroring. W tych dniach miał/ma miejsce specjalny event o nazwie Ferrari Racing Days. Nie było lepszej okazji żeby wybrać się w to miejsce właśnie wtedy!

Sam w sobie wyjazd na Hungaroring był niesamowitym przedsięwzięciem dla mnie. Ale jak to? Tak to, że ogólnie nie wiedzieć czemu, miałem strasznego cykora żeby ruszyć się poza Budapeszt sam. Uwielbiam kiedy wszystko jest zależne ode mnie, ale gdy już pomyślę przez chwilę, że nie będę miał z kim dzielić czasu w trakcie podróży, wszystkich przeżyć, stwarza poczucie bezsensu. Bo tak naprawdę, nie ma nic lepszego, niż dzielenie się swoim szczęściem z kimś drugim lub z wieloma osobami. Mimo lekkich obaw, udało mi się dotrzeć, wrócić i teraz przekazać choć trochę wrażeń, którymi się chcę z wami podzielić!

Dzień wyjazdu zaczął się od tego, że sobie lekko zaspałem. Później się zorientowałem, że nie mam ani grosza, a sam bilet upoważniający mnie do wejścia na tor nie wystarczy. Muszę przecież jeszcze kupić bilety na kolejkę podmiejską. No i tu znowu kłopoty, bo bankomat z euro, nie miał pieniędzy. Peszek. Trzeba było skorzystać ze zwykłego, tracąc kilka forintów na słabym kursie. Kasa, jest. Można ruszać. Pierwsza przejażdżka, Deák Ferenc tér – Örs vezér tere. Tam jeszcze nie byłem. Rozeznanie w terenie zajęło mi chwilę, ale sytuacji z pomyleniem kolejki podmiejskiej nie było, więc po zakupie biletów u miłej pani kasjerki, udałem się na przystanek podmiejskiej kolejki naziemnej, zwanej HÉV. Podróż jak podróż, więc przejdę do momentu, w którym wysiadłem na stacji Szilasliget, w miejscowości o tej samej nazwie.

Pierwsze na co zwróciłem uwagę to niepokojący hałas. Hałas, który oznaczał jedno – rój pszczół! Słaby żart ;.) Oczywiście, że były to dźwięki dochodzące z toru. Jedno mi nie pasowało, przecież tor znajdował się ok. 2 km w linii prostej od miejsca,w którym stałem? Już wtedy poczułem ekscytację z faktu, że udało mi się dotrzeć i to jest właśnie to miejsce, do którego chciałem trafić. Zaciesz na twarzy, a po chwili zadumy ruszyłem w drogę. Jak się okazało, droga jest znacznie dłuższa niż przypuszczałem. Ale tego dnia nie miało to znaczenia. Byłem zbyt podjarany całą sprawą!

Nawet sobie nie wyobrażacie jaką miałem radochę, jak po 15-20 minutach marszu, moim oczom ukazało się ogrodzenie toru Hungaroring. Ogrodzenie rodem z obozów koncentracyjnych, ale trudno się dziwić. Wejść na ten tor mógłby wejść wtedy każdy, a na tak ogromny obszarze, bez takiego wysokiego muru, o kontrolę tego wszystkiego byłoby trudno. Pytanie teraz jak, gdzie się tu wchodzi? Haha, poważnie byłem dokładnie po drugiej stronie wejścia, a żeby się tam dostać musiałem obejść nie tylko mur ogradzający tor, ale także linię drzew i pagórków, które w naturalny sposób odgradzają pobliską miejscowość od jeszcze większego hałasu.

Po ponad 45 minutach dotarłem, cały spocony, ale szczęśliwy. Przeszedłem przez bramę, jest! Pierwsze co zrobiłem, to wszedłem na pierwszą trybunę z brzegu i stanąwszy na samej górze, nie mogłem się nadziwić i uwierzyć. Ogrom tego miejsca, wspaniała panorama toru i krajobrazu wokół, dobra pogoda, no i hałas, mocniejszy kilkukrotnie oraz widok samochodów Ferrari. Wow! Poziom endorfin w krwi, osiągną zenit. Po prostu mega uczucie. Myślę, że każdy ma coś takiego, kiedy widzi coś pierwszy raz w życiu, ten pierwszy moment jest czymś niesamowitym. Przeżycie trudne do opisania, ale możecie sobie to wyobrazić. To pierwsze wrażenie było niezwykłe, ale naprawdę długo stałem zachwycony tym co widzę. Tak prosta decyzja o wyjeździe, okazała się czymś nieziemsko satysfakcjonującym, niewspółmiernie do włożonego wysiłku i poniesionych kosztów.

ROZKŁAD JAZDY

Co można było zobaczyć tego dnia na Hungaroring? Samochody, samochody i jeszcze raz Ferrari! Tak, dokładnie. Cały dzień na torze, a ci jeżdżą w koło i nic więcej. Szaleństwo. Szaleństwo, w którym można się zakochać. Poważnie!

Tego dnia w planach były dwa wyścigi i pokazy bolidów F1, ze stajni Ferrari. Dzień wyglądał tak, że zaczęto od kwalifikacji do tych dwóch wyścigów w dwóch kategoriach: Ferrari Challenege Trofeo Pirelli oraz Ferrari Challenege Copa Shell. W każdej z tych grup startowały inne rodzaje samochodów wyścigowych marki Ferrari. Kwalifikacje to czysta czasówka, nic specjalnego, można było popatrzeć na kierowców walczących z czasem. Z naszej perspektywy fajerwerków nie było, no może na początku, ale później robiło się monotonnie. Za to perspektywa kierowcy wyścigowego to zupełnie inna bajka. Tam każda setna sekundy robi różnicę. Różnicę, której my nie jesteśmy w stanie zanotować czy zauważyć. Ilość popełnianych błędów na torze, dobre przygotowanie samochodu i zgrany team. Czynniki, które decydują o wygranej lub przegranej w sportach motorowych. Bang! Ameryka została odkryta!

Wisienką na torcie, a w zasadzie dwiema był wyścig oraz pokaz bolidów F1. Byłem pod wrażeniem. Pierwszy raz na torze, pierwszy wyścig i jeszcze 30 minut jazdy w wykonaniu  bolidów F1. Do tego z różnych okresów, co by zobaczyć różnice w wykonaniu i prędkości jakie uzyskiwano na przestrzeni lat, wdrażając nowe technologie i rozwiązania.Dla jasności, nie były to stare pojazdy, a szkoda. Jeden taki z chęcią bym zobaczył.

To co widziałem tylko przez ekran telewizora, nie wydawało się już debilizmem, bo jak nazwać inaczej czynność, która polega na jeździe w kółko przez dwie godziny. Już wiem dlaczego ludzie tak chętnie przychodzą na tory wyścigowe. Atmosfera jest po prostu nie do opisania. To wszystko unosi się w powietrzu. Trzeba to poczuć samemu. Jeżeli kochacie samochody, to koniecznie odwiedźcie jakiś tor i przeżyjcie to na własnej skórze. Emocje gwarantowane!

Pomiędzy kwalifikacjami, wyścigami i pokazami F1, odbywały się prywatne sesje treningowe na torze. Tak króciutko. Nic więcej ciekawego nie było. No może oprócz wielu stoisk z naprawdę fajnym jedzeniem czy napojami, ale wszystko było wycenione proporcjonalnie do atrakcyjności miejsca, w którym się znajdowałem. Fajne było to, że swoje stoiska miały food trucki, dokładnie kilka takich samych, o których wspominałem wam jakiś czas temu.

JAK DOTRZEĆ NA HUNGARORING?

Droga, którą pokonałem z Budapesztu do Szilasliget, odbyłem kolejką podmiejską. Wyjechałem z samego centrum miasta, czyli z Deák Ferenc tér. Poniżej zamieszczam rozkład jazdy, podzielony na przestanki.

Kiedy nie mamy biletu 24h, 72h lub innego, który daje nam prawo korzystania z komunikacji w obrębie Budapesztu musimy kupić bilet od Örs vezér tere, aż do Szilasliget. Więc nie ma wielkiej filozofii. Natomiast kiedy chcemy skorzystać z jednego z takich biletów, wystarczy, że zapłacimy za bilet od strefy, która oznacza koniec aglomeracji miejskiej. W przypadku, gdy kierujemy się w stronę Gödöllő, granicą strefy będzie Ilonatelep. I ten przystanek warto zapamiętać.

SŁOWO NA KONIEC

Nie będzie tutaj wywodów na temat tego jak świetnym przeżyciem był wyjazd na Hungaroring. Nie będzie zachwycania się nad magią tego toru wyścigowego, otoczonego malowniczym krajobrazem sąsiedniej miejscowości, parku wodnego, którego ogrom można podziwiać z trybun na obiekcie oraz plantacjami pełnych winogron To wszystko opisałem powyżej. ;.)

Powiem tylko tyle, że był to jeden z fajniejszych dni w trakcie mojego pobytu w Budapeszcie. Na pewno jedno z przeżyć, które na długo zostaną w mojej pamięci.

Przygotowałem również dla was obszerną relację foto z tego wyjazdu. Naciskając na pierwsze zdjęcie będziecie mogli poznać historię tego wyjazdu i pobytu na Hungaroring w wersji obrazkowej z opisem ;.). Zapraszam!

PS.

Ja na Hungaroring inaczej dostać bym się raczej nie mógł, więc skorzystałem z kolejki pomiejskiej HÉV. Mogłem, a raczej na pewno napisałem, że tor znajduje się w Szigesliget, co jest nieprawdą. Teren, na którym znajduje się Hungaroring należy już do miejscowości Mogyoród. Wszystko z rozpędu i emocji :.)

Zostawiam również adres oficjalnej strony Hungaroring. Możecie tam sprawdzić nadchodzące eventy, a także zamówić bilet, np. na zbliżający się wyścig F1 – 24-26 lipca!

[AKTUALIZACJA 2016] – ostatnio mi się troszeczkę bardziej chce, więc postaram się zamiast zdjęć tak jak to było na poprzednim blogu, wrzucić krótki materiał video z tego dnia, być może będzie bardziej przejrzyście, niż wrzucenie 20 zdjęć.