Powstanie węgierskie 1848

Powstanie węgierskie 1848

Jak to jest, gdy dziękują ci zupełnie obcy ludzie, nie znając powodu… 

POWSTANIE WĘGIERSKIE 1848

Pozwolę sobie wrócić do początku mojego pobytu w Budapeszcie. 15 marca. To data, która nie mówiła mi zupełnie nic. Dla kogoś zainteresowanego historią może jednak o czymś przypominać. 15 marca 1848 w Peszcie, wybuchło powstanie węgierskie. Dołączając do innych krajów, w których trwała seria zrywów rewolucyjnych i narodowych. Ten międzynarodowy zryw nazwano, Wiosną Ludów.

Tego samego dnia 2015 roku, w niedzielę, odbyły się w Budapeszcie obchody rocznicy tamtego wydarzenia. Gdyby nie Andrzej, zupełnie by mnie to ominęło. Wyciągną mnie, pod pretekstem, którego się nie domyślałem na samym początku. Stwierdziłem, „czemu nie?”. Poszliśmy pod Parlament, gdzie wszystko się miało rozpocząć.

Wszystko rozpoczęło się od przejażdżki metrem czerwonym M2. Przystanek Kossuth Lajos tér. To tutaj właśnie znajduje się Parlament w Budapeszcie. Było przed 9:00. Zaraz po wyjściu z podziemi wręcz dało się odczuć atmosferę święta narodowego. Starsi ludzie sprzedawali, przygotowane specjalnie na ten dzień, przypinki w barwach narodowych. Proste, ale ładne. Tuż przed moim nosem przejechała konna gwardia, naprawdę świetny widok, a jeszcze nie zdążyłem zrobić pięciu kroków. Wiecie, z rana do nozdrzy dostaje się dawka „świeżego” miejskiego powietrza, słońce powoli unosi się nad miastem, a ludzi niezwykle wielu jak na tę porę dnia. Małe wrażenie, a cieszyło oko. Zobaczywszy tłum ruszyliśmy przez trakcję tramwajową, aż do centrum wydarzeń, na placu Kossuth Lajos tér przed Parlamentem.

Na placu miało miejsce uroczyste podniesienie flagi węgierskiej, przy musztrze i salwach wojsk. Na placu znajdowały się różne jednostki, które walczyły w powstaniu węgierskim. Nie zbrakło również naszych, polskich wojsk. Jak zapewne wiecie, wojska polskie i węgierskie walczyły po jednej stronie, przeciwko Cesarstwu Austrii, Księstwu Serbii oraz Rosji. Wojska węgierskie pod dowództwem Lajosa Kossutha, a Legion Polski pod dowództwem generała Józefa Bema.

Sam Józef Bem w tym momencie zasługuje na jeden mały akapit uwagi. Otóż, Józef Bem, który pochodził z Tarnowa, z miasta, do którego jest mi tak blisko, uznawany jest za bohatera narodowego na Węgrzech. O samych zasługach Bema dla Polski i Węgier przeczytacie w zbiorze ksiąg wujka Google’a, ale dodam od siebie, że jego pamięć uczczono pomnikiem, który znajduje się na placu, zgadnijcie kogo. Bem József tér, tego szukajcie w google. Podczas obchodów powstania węgierskiego, odbywają się tam uroczystości gromadzące wielu Polaków i Węgrów.

Abstrahując od niezwykle ważnej postaci, jaką był Józef Bem, powracamy na plac Kossuth Lajos tér. Tam uroczystości związane z podniesieniem flagi węgierskiej na maszt dobiegły końca. Można było zatem ruszać w nieznane. Bowiem nie wiedzieliśmy, gdzie podąża tłum. Zarówno ludzi, jak i ważnych osobistości, którym towarzyszyła orkiestra wojskowa. Jak się okazało wylądowaliśmy przy Węgierskim Muzeum Narodowym i to tam zaczęła się prawdziwa historia tego dnia.

POLAK, WĘGIER, DWA BRATANKI, I DO SZABLI, I DO SZKLANKI

Pomijając to co działo się po drodze do muzeum i to co działo się przy nim, czyli wyrecytowaniu naprawdę przejmującego i wzbudzającego ciarki wiersza patriotycznego, barwnego przedstawienia łączącego śpiew i tańce, przemówienia prezydenta i premiera oraz towarzyszącym im chwilami protestów, a częściej przeważającymi momentami aplauzu i braw, działo się zupełnie inne przedstawienie, całkiem inna historia.

Nie rozumiesz ani grama z tego, co się dookoła dzieje. Nie masz pojęcia o czym mowa i jak ważne jest to święto dla Węgrów. Ty, jako Polak, nie znający języka, widzisz jedno – polskie flagi. Słyszysz tylko jeden dźwięk – polską mowę. To jak wielu polaków przyjechało do stolicy Węgier, odwiedziło Budapeszt, przeszło nie tylko moje wyobrażenie, ale także i samych Węgrów. Naprawdę, wiele rzeczy do mnie dotarło w trakcie pobyty za granicą. Jednym z nich jest to, że cieszę się z tego, że jestem Polakiem. W takich chwilach serce naprawdę rośnie.

Nie tylko widok moich rodaków mnie tak cieszył. Także Węgrzy bardzo ochoczo dawali znać o tym, jak bardzo dziękują nam za przybycie, co chwila podchodząc, ściskając dłoń, mówiąc köszönjük czy köszönöm. Słowa podziękowania, uśmiech, uściśnięte dłonie, przeróżne twarze i osoby, wspólne zdjęcia, rozmowy po angielsku, polsku i węgiersku (z pomocą innych Polaków), no i wreszcie nasze wspólne historyczne przysłowie: Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki, czyli Lengyel, Magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát, powtarzane tak często. To wszystko powodowało dumę z tego, że jestem Polakiem.

Nigdy z historii nie byłem dobry, nie będę się też oszukiwał, że mam świetną pamięć do historycznych dat. Jednak tę, 15 marca 1848 i 2015, będę pamiętał na zawsze. Pielęgnujmy naszą wiedzę o Polsce, o jej historii, a także nie zaniedbujmy tej współczesnej. Bo warto! Powstanie węgierskie 1848 | Pobyt w Budapeszcie.

Tags:
,