Bór na Czerwonem. Bańska Wyżna. Szaflary.

Odpoczynek od odpoczynku

Sporadycznie, incydentalnie zdarza się tak, że bierzmy urlop w trakcie urlopu. Odpoczynek od odpoczynku? Można tak?
Okazuje się, że można! Wystarczy żeby grupka osób, świeżo po lub tuż przed obroną magisterską, zdecydowała się na wyjazd. Wydaje się proste, prawda? Nic bardziej mylnego!

Zazwyczaj rozmawiamy i planujemy, ale często nic z tego nie wychodzi. Tym razem naszej ekipie udało się zrealizować założenia z przed dwóch miesięcy i odwiedziliśmy Szaflary, choć nie bez przeszkód. Odpoczynek od pracy to nic nowego i zdecydowanie kusi każdego, ale od chęci do konkretów daleka droga. Z dwóch pełnych po brzegi samochodów ostał się tylko jeden. Połowa z nas odpadła, gdy doszło co do czego. Każdy ma swoje obowiązki i zobowiązania. Mówi się trudno, szkoda. Oni mówią, dzięki za pamięć i bawcie się dobrze. Dobrze, że w ostatniej chwili dołączyli do nas Asia i Kuba, bez których ten wyjazd nie byłby tak udany. Dzięki wielkie!

Rezerwat Bór na Czerwonym

Gdyby nasz ogólny stan zdrowia pozwalał, góry byłyby nasze. Tak skończyło się na borze, a dokładnie w Rezerwacie Bór na Czerwonem. Rezerwat, który jest częścią obszaru Natura 2000 znajduje się tuż obok Nowego Targu.

Jak się okazało był to najlepszy wybór na te dwa dni. Pogoda w momencie spaceru po rezerwacie była na tyle dobra, że udało się tam spędzić dłuższą chwilę. Poza tym wiało chłodem, a słońce również odpoczywało i nie było go przez większość wyjazdu.

Bór na Czerwonem to świetne miejsce na spacer i na grzyby, które mimo niskich temperatur wciąż znajdowały się w zasięgu wzroku, wzdłuż wydeptanych ścieżek. Tuż obok rezerwatu płynie rzeka, tryskający świeżością i górską czystością, Biały Dunajec. Sam rezerwat to unikalny mikroklimat torfowisk wysokich, ewenement w skali kraju i Europy Środkowej. W rezerwacie znajduje się fantastyczny drewniany pomost, na końcu którego znajduje się punkt widokowy, z którego rozpościera się fantastyczna panorama rezerwatu i Tatr.

Niestety nie udało się zobaczyć czerwonego zabarwienia wody, które występuje tam w okresie jesiennym.  Jednak flora, która tworzy to miejsce, w pełni wynagrodziła ten brak. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Potrzeba tylko wyobrazić sobie czyściutkie powietrze, delikatny wiaterek muskający twarz i przebijające się przez gęstą sieć drzew promienie, nieśmiałego w tych dniach, słońca.

Termy Szaflary

Po wypoczynku w Borze na Czerwonem, przyszedł czas na odpoczynek w gorących źródłach termalnych. Jak żyć? Spokojnie, wiele na ten temat nie będzie. Spośród dwóch obiektów w Szaflarach wybraliśmy ten, który oferował swoje usługi na Grouponie. Dwa baseny wewnątrz, dwa baseny o różnej temperaturze na zewnątrz oraz sauny na piętrze. W cenie, w której udało się nam zdobyć bilety więcej wymagać nie mogłem. Jedynie temperatura wody na zewnątrz mogłaby być o kilka dobrych stopni większa, lecz prawdopodobnie zależy to od źródła, z którego czerpana jest woda termalna. Nie wiem, nie znam się.

Tuż po termach, gdzie zmęczenie sięgało tak wysoko jak otaczające nas zewsząd Tatry, przyszedł czas na… odpoczynek. A jak! Odpoczynek w miejscu nie byle jakim, bo w naszym wynajętym domku w Bańskiej Wyżnej. Idealne miejsce, dla wielkiej załogi przyjaciół i znajomych. Miejsce z ogromnym potencjałem w rozsądnej cenie. Góry w zasięgu wzroku i naszych nóg, tudzież samochodu. Rząd pięciu góralskich domków do wynajęcia. Każdy z miejscem na 9 osób, plus miejsce na podłodze w nieograniczonym zakresie.  Zdaniem właścicieli na 6. Negocjacje jak najbardziej możliwe. Z zewnątrz wyglądały fantastycznie, w środku również było widać, że ktoś miał pomysł na wystrój. Materiały wykorzystane do budowy i wykończeń nie były najwyższej jakości, ale i tak wszystko robiło wrażenie.

Rezerwacja na Sylwestra, który zbliża się wielkimi krokami, co najmniej z rocznym wyprzedzeniem. W okresie po i przed sezonem cena (za noc) za taki domek wręcz idealna.

Czas umilaliśmy sobie partyjką pokera oraz grzańcem zrobionym z najlepszych win jakie znaleźliśmy na dolnej półce do 10 zł. Na deser zafundowaliśmy sobie kino według Quentina Tarantino, czyli Kill Bill. Pełni wrażeń uzbieranych wciągu całego dnia nie dotrzymaliśmy do końca i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Rano w świetnych nastrojach zjedliśmy wspólne śniadanie, jak na rodzinę przystało.

Na pożegnanie górskiego krajobrazu wybraliśmy się do Białki Tatrzańskiej. Warunki pogodowe nie sprzyjały jednak spacerom czy wyprawom w teren. Chęci były, skończyło się na krótkiej dogrzewającej wizycie w herbaciarni, gdzie jak przystało na lokal, wszyscy zamówili gorącą czekoladę lub kawę.

Odpoczynek – czy warto?

Odpowiadając na pytanie. Jasne, że tak! Najlepiej w gronie przyjaciół i znajomych. Odpoczynek w takim wykonaniu będziecie wspominać nie jednokrotnie. Znajomości się zacieśniają, a kontakt pozostaje na długi, długi czas. Przyjaźnie wchodzą zupełnie na inny poziom, każdy z uczestników wyjazdu daje się poznać z innej strony. Najczęściej od tej, której się nie spodziewaliśmy. No chyba, że znacie się jak łyse konie i nic nie jest w stanie was zaskoczyć. Koniecznie zabierzcie ze sobą aparat i/lub kamerę. Warto zadbać o utrwalenie wspomnień w postaci obrazu, jakiegokolwiek. Odpoczywajcie jak najczęściej, zdejmując nogę z gazu, łapiąc chwile, czerpiąc z życia jak najwięcej. Świat nie zwolni tempa, ale można wyskoczyć na chwilę, podładować akumulatory, by wrócić silniejszym i pełnym optymizmu.  Warto!