Czy nadmiar informacji jest czymś niebezpiecznym?

Czy nadmiar informacji jest czymś niebezpiecznym?

Jeżeli sądzisz, że robisz to dobrze, wiedz, że jesteś w błędzie. O tym, jak radzimy sobie z nadmiarem informacji. 

Od kiedy słowo zostało przeniesione na papier minęło sporo czasu. Później informację zaczęto przetwarzać na kod, dzięki czemu do powszechnego użytku wszedł telegraf. Telegraf zaczął być wypierany przez telefon, a naukowcy odkrywali pojęcie informacji, której nadano wartość, jednostkę, coś namacalnego. Bit. To był dopiero początek. Później przyszły bajty, a wraz z nimi poczta elektroniczna, która przemierzała nowo powstającą sieć.

W 1963 roku spotkano się z pojęciem „przeciążenia obwodów”. Było to spowodowane rosnącym niepokojem dotyczącym ilości drukowanych egzemplarzy tych samych ksiąg, co było wynikiem pojawienia się maszyn drukarskich. Wtedy to rozpoczął się proces stale osłabiający kulturę pisma odręcznego. Określenie przeciążenia obwodów było wówczas całkowicie nowym terminem. Była to metafora na wyrażanie uczucia przesytu/nadmiarze informacji.

Głód czytania, łakomstwo treści zgromadzonej na papierze, która nigdy wcześniej nie była tak łatwo dostępna. Wtedy można było mówić o przesyceniu książkami. Zbyt wielkiej ilości stron do przeczytania, liczonych w dziesiątkach tysięcy. Było tego zbyt wiele. Istny informacyjny zalew wiedzy nie do ogarnięcia.

INFORMACJI KAKOFONIA

Co w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia wydawało się czymś zupełnie nowym, dziś jest chlebem powszednim. Zbiory informacji, które niegdyś były dostępne dla wybranych, dziś są dostępne dla przeciętnego Kowalskiego na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba ruszać się z domu. Nie ma potrzeby przeszukiwania zbiorów ksiąg w miejscowej bibliotece, która niegdyś tętniła życiem. Co się dziś dzieje z takimi miejscami? Nie wiem, nie bywam. Wszystko czego dusza zapragnie znajduje się zaraz po podłączeniu do sieci informacji, zwanej Internetem.

Istny zalew, potop informacji uderza nas prosto w twarz zaraz po włączeniu przeglądarki. Mnogość stron i opcji wyboru jest niewyobrażalnie wielka. Gdzie szukać wiadomości ze Świata? Gdzie sprawdzić prognozę pogody i komu zaufać? Kogo doradzić się w kwestiach finansów? Jaki wybrać samochód? Jak się ubrać? Jak jeść zdrowo? Jak schudnąć? Jak to, jak tam to.

Z pomocą przybywa wujek Google. Dobrze, że ten z doświadczeniem, a nie ten, który zaczynał ogarniać ten szum informacji na początku, kiedy panował chaos. Jednak co z tego? Na pierwszej stronie wyświetla nam się kilka wyników. Jeżeli szukamy zdawkowej lub ogólnej informacji, która ma nas wprowadzić w dany temat, to pierwsze pięć powinno nam wystarczyć. Problemy zaczynają się, gdy szukamy konkretnej odpowiedzi w danej dziedzinie lub rozwiązania mało popularnego zagadnienia. Nie o Google dziś jednak.

To co dopada nas na początku przeglądania zbiorów wiedzy, czy to książkowej czy internetowej, to dezorientacja. Niezwykle łatwo obecnie wpaść w pułapkę natłoku informacji i możliwości wyboru.

CZY NADMIAR INFORMACJI JEST ZŁY?

Skoro mamy tak wiele możliwości wyboru i posiadam odpowiednie narzędzia do przeczesywania regałów wiedzy internetowej, to co może złego się wydarzyć? Tutaj wracamy do tematu przeciążenia obwodów. Siegfried Streufert stwierdził, że:

Więcej informacji początkowo oddziałuje korzystnie, potem mniej korzystnie, a w końcu wręcz szkodliwie.

Przeprowadził on jedno badanie, które polegało na wczucie się w rolę dowódcy, który podejmować miał decyzje taktyczne. W badaniu wzięło udział 800 studentów w wersji męskiej. Co więcej byli oni przekonani, że informacja, którą dostają nie różni się niczym w przygotowaniu od tej, którą dostałby prawdziwy dowódca. Mogli oni zlecać oficerom wywiadu jak obszerną chcą otrzymać informację. Do wyboru była jedna z pięciu opcji:

.

  • wolałbym otrzymywać dużo więcej informacji
  • wolałbym otrzymywać nieco więcej informacji,
  • wolałbym otrzymywać mniej więcej tyle samo informacji,
  • wolałbym otrzymywać trochę mniej informacji,
  • wolałbym otrzymywać znacznie mniej informacji.

.

Najlepsze było jednak to, że bez względu na podjętą decyzję, była ona ignorowana. Prowadzący eksperyment dozował ilość informacji. Na podstawie tego badania stwierdzono, że ponadoptymalna ilość informacji nie przynosi żadnych korzyści. Co więcej, nawet przy wysokim zaopatrzeniu w informację, badani ciągle domagali się zwiększenia ilości dostarczanych im informacji.

PATOLOGICZNE ZBIERACTWO INFORMACJI

Czy tego samego nie doświadczamy dzisiaj? Czy historia nie zatacza koła, tylko w zmienionej oprawie? Gromadzimy informacje na półkach w postaci książek, kopii różnych dokumentów, ale także na dyskach twardych naszych komputerów. Jak wiele potrzeba żeby zaspokoić nasze potrzeby? Czy gromadzimy dane w obawie przed tym, że coś nam może umknąć, że coś możemy stracić?

Nie zdajemy sobie chyba z tego sprawy w życiu codziennym, ale jak wielką ulgę mogłoby nam przynieść staranne selekcjonowanie zasobów? Moim zdaniem ogromną. Wszylibyśmy z kolejki po informację, w której stoi cały Świat.

„Po tym jak zaistniała „teoria informacji”, nadeszły „przeładowanie informacyjne”, „informacyjny zalew”, „informacyjny chorobliwy niepokój” i „informacyjne zmęczenie” – to ostatnie uznane w 2009 roku przez „Oksfordzki słownik języka angielskiego” za syndrom typowy dla obecnych czasów:

„Apatia, zobojętnienie lub wyczerpanie umysłowe wynikające z oddziaływania nadmiaru informacji, zwł. (w nowszym rozumieniu) stres wywołany próbami przyswojenia skrajnie wielu informacji z mediów, Internetu albo w pracy”.

Czasami niepokój informacyjny może iść w parze z nudą, to szczególnie dezorientujące połączenie”.

W POGONI ZA INFORMACJĄ

Czy da się przed tym pędem ustrzec? Czy jest to coś, bez czego nie da się funkcjonować? Myślę, że tak. Ale jak wiele rzeczy, do których jesteśmy przyzwyczajeni, to również będzie wymagało wielkiej determinacji i samokontroli. Zastanówmy się z czego można zrezygnować? Z przeszukiwania jakich baz informacji możemy odpuścić? Myślę, że pierwsze co przychodzi na myśl to Facebook i YouTube. Nie chodzi mi też o całkowitą rezygnację z kont, tylko o staranną selekcję dozowanych informacji. Sposób kontrolowania subskrypcji i napływu informacji to niezwykle istotna sprawa. Skrzynka email to także miejsce, w którym możemy zrobić porządek. No i w końcu nasz dysk na komputerze. Są jak półki w pokojach. Gdy mamy na nich porządek, łatwiej znajdujemy to czego szukamy, a w razie potrzeby uzupełnienia zbioru, wiemy gdzie dokładnie co odłożyć. [Dobrze, że czasy płyt DVD/CD odchodzą do lamusa, choć miały swój urok]. Tego typu pochłaniaczy czasu i pobudzaczy niepokoju jest więcej.

Unikajmy „zbieractwa na wszelki wypadek”. W większości przypadków i tak nie będziemy mieli czasu i sił sięgnąć po wszystkie pozycje czy pliki pdf. odłożone na potem. Największym naszym wrogiem nie będzie wówczas przesyt informacją, ale świadomość braku czasu na jej pochłonięcie.

Wiedza i cytaty zaczerpnięte z książki Jamesa Gleicka „Informacjja. Bit, wszechświat, rewolucja.”

  • Pingback: Pomysłowa grupa zaufania - Ed Catmull i jego 7 cennych wskazówek | Tam na górze()

  • CRANK7

    Właśnie przez taki przesyt informacji trafiłem na twojego bloga. Mam dosyć wszystkiego. Za dużo muzyki, książek, filmów, newsów.
    Staram się znaleźć jakieś inspiracje do walki z tym problemem również w pewien sposób uzależnieniem od ciągłych bodźców które dostarcza nam internet. Około 6 lat temu doszedłem do podobnych wniosków. Zmiany które wtedy wprowadziłem doprowadziły do najlepszego (w tamtym okresie) momentu życia. Gdzieś mi to wszystko uciekło, a teraz po raz kolejny mam dosyć. Pustelnikiem stać się nie mogę, więc jedyne co pozostaje do mocna selekcja „informacji”.

    Pozdrawiam.

    • Tak, to prawda. Trzeba mieć nałożony niesamowicie dobry filtr informacji, zupełnie jak HEPA, aby nie wpaść w pułapkę i mieć w miarę czysty umysł. Zbyt dużo informacji bombarduje nas na co dzień. Było by jeszcze dobrze, jakbyśmy nie musieli odcedzać tych dobrych jakościowo, od pozostałych.